O autorze
Mam trzech synów i od urodzenia mieszkam w Toruniu. Uwielbiam przesiadywać w kawiarniach, pić herbatę, obserwować i debatować. Odpoczywam wyłącznie w kinie lub z książką w fotelu. Ewentualnie wsiadam na rower i jadę przed siebie. Ukończyłam socjologię na toruńskim uniwersytecie oraz zarządzanie kulturą w PAN. Przez 12 lat pracowałam w międzynarodowej korporacji i zajmowałam się marketingiem oraz public relations. Ukończyłam fantastyczną Szkołę Liderów profesora Zbigniewa Pełczyńskiego. Aktualnie jestem Posłanką na Sejm RP , wiceprzewodniczącą klubu i członkinią zarządu Nowoczesna. Wcześniej byłam radną Miasta Torunia i przewodniczącą klubu „Czas Mieszkańców”, wywodzącego się z ruchów miejskich.

Przez kilkanaście lat intensywnie działałam w organizacjach pozarządowych: jestem współzałożycielką pierwszego w województwie kujawsko-pomorskim Stowarzyszenia Wyborcy działającego na rzecz społeczeństwa obywatelskiego. Byłam również wieloletnią wiceprezes Stowarzyszenia Rzeczpospolita Babska działającego na rzecz kobiet. Z przyjaciółmi założyliśmy Fundację Win-Win, z którą zrealizowałam kilkadziesiąt imprez kulturalnych w Europie i Azji. I ostatnio współtworzyłam pierwszy ruch miejski w Toruniu "Czas mieszkańców", który z impetem wszedł do rady miasta.

Wołanie o miłość... aż do krwi

Od kilku tygodni media donoszą o mrocznej stronie byłego bydgoskiego radnego PiS, Rafała Piaseckiego, który "w domowym zaciszu" od wielu lat maltretował swoją rodzinę. Publicznie opowiadał się zaś za ideą tradycyjnej polskiej rodziny, występował w roli moralizatora i strażnika wartości chrześcijańskich. Czy były radny PiSu jest hipokrytą? A może owa przemoc jest historycznie wpisana w ideę tradycyjnej polskiej rodziny, której tak hołduje PiS?

I co w tym wszystkim jest gorsze?
Były już bydgoski rajca, Rafał Piasecki to nie jedyny przypadek. Haniebne jest zarówno to, co zostało uwiecznione na nagraniach żony (długie litanie bluzgów, wulgaryzmów, bicie), jak i to, że dzieci tej pary też są ofiarami porywczości swojego ojca. A przecież nagranie ukazuje jedynie fragment piekła, które Piasecki zgotował rodzinie. Aż strach pomyśleć jaka była skala tej trwającej 11 lat gehenny. Haniebne są nie tylko próby tłumaczenia i usprawiedliwiania przemocy domowej przez Piaseckiego, ale również przez reprezentującego go adwokata (za tekst o rozpaczliwym wołaniu o miłość przez swojego klienta pan mecenas powinien dostać prawniczą nagrodę Darwina, gdyby taka istniała). Ten jaskrawy i nagłośniony przykład przemocy rodzinnej oburza i wywołuje złość, ale odsłania też społeczeństwu drugie, a nawet trzecie dno problemu, jakim w Polsce jest przemoc mężczyzn wobec kobiet i przemoc domowa.

Chyba każdy z nas słyszał prymitywne powiedzonka: jak bije to kocha; jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije i inne.
Przemoc domowa jest niestety głęboko zakorzeniona w naszej historii i kulturze. To cecha społeczeństw wyrosłych z patriarchatu, które nie odrobiły dobrze lekcji demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Czyli to lekcja również o nas. W dojrzałych społeczeństwach obywatelskich też jest przemoc, też są ofiary. Ale są też dużo bardziej powszechne i lepiej działające mechanizmy obronne przed tym strasznym zjawiskiem. Kobiety są bardziej świadome swoich praw i mają większą odwagę do ich egzekwowania. Lepiej działa zarówno ustawodawstwo antyprzemocowe, jak i pomoc oraz prewencja świadczona przez organizacje pozarządowe. W końcu jest zdecydowanie mniejsze przyzwolenie społeczne na tego typu zachowania, bo są one postrzegane jako nienormalne, niezwyczajne i po prostu złe. Niezależnie czy dotyczy to mojej siostry, mojej przyjaciółki czy mojej sąsiadki.

A jak jest u nas?
U nas jest podgłaśnianie telewizora lub wychodzenie z psem na spacer, kiedy słyszymy krzyki zza ściany. Są kolejne programy telewizyjne o rodzinnych dramatach, gdzie pokazane są zapłakane sąsiadki mówiące "a to taka spokojna rodzina była i wszyscy się na schodach kłaniali". Jest zmowa milczenia zarówno kobiet bitych, jak i ludzi wkoło rodziny, znajomych, lokalnych społeczności. Jest przygotowywanie dziewczynek od najmłodszych lat do bycia dopełniaczem mężczyzny. I choć my kobiety, studiujemy, robimy kariery, jesteśmy niezależne finansowo, to pomyślcie ile razy wtłaczano nas w poczucie winy: że jesteśmy nie dość dobrymi córkami, matkami czy żonami. I mówi się tak dlatego, bo niewystarczająco wpisujemy się w model „tradycyjnej polskiej rodziny”. Ten demon niestety siedzi w nas wszystkich głeboko: żona gotująca, sprzątająca, prasująca, opiekująca się dziećmi i czekająca na męża, ojca swoich dzieci, aż ten wróci z pracy i położy na stole pieniądze na życie. To obraz tak samo fałszywy jak wyobrażenie prawicy o naszym kraju rodem z cepelii.

Jest jeszcze jedno dno tej sprawy, o którym trzeba powiedzieć.
Piasecki był wieloletnim członkiem PiSu, a to właśnie partia Kaczyńskiego prowadzi teraz politykę, która de facto sankcjonuje przemoc domową w ramach tradycyjnej polskiej rodziny. Bo jak inaczej można nazwać działania PiSu w sprawie podważania konwencji antyprzemocowej, braku finansowania dla niebieskiej linii i politykę wrogą wobec NGO'sów, które od wielu lat wykonują tytaniczną pracę w obronie bitych kobiet i dzieci? Swoją drogą to znamienne, że sprawa Piaseckiego została objęta nadzorem Prokuratury Krajowej dopiero wtedy, gdy głośno zaczęto w mediach i na portalach społecznościowych pytać czemu PiS nic nie robi w sprawie swojego członka. Być może gdyby nie te głosy, to sprawa by przycichła i zamieciono by ją pod dywan. Przemoc w rodzinie Piaseckich to syndrom szerszego zjawiska i choroby, która zaraża ten kraj za cichym przyzwoleniem rządzących.

26 maja obchodzimy Dzień Matki.
Będą kwiatki, czekoladki, uśmiechy. Ileś kobiet zostanie pobitych, większość tego uniknie. Czy o taki kraj i takie społeczeństwo nam chodzi? Czy chcemy na jednym piętrze bloku czekoladki i kwiatki, a dwa piętra wyżej kopniaki, wyzwiska i zapłakane dziecko? Myślę, że to święto powinnyśmy obchodzić po raz kolejny ubrane na czarno, sprzeciwiając się przemocy domowej, której nie widzą rządzący, ale i wielu z nas. Ubierzmy się na czarno w imię solidarności z kobietami, które jeszcze boją się opowiedzieć o piekle, w którym żyją. Dodajmy im odwagi.
Trwa ładowanie komentarzy...